Schronienie. Harlan Coben.

Schronienie. Harlan Coben.




Dziś kolejna recenzja książki autorstwa Coben'a- jak widzicie całkowicie przepadłam w jego twórczości. Mimo, że według mnie nie jest ona tak dobra jak "Nie mów nikomu", to również zasługuje na uwagę.

Schronienie jest pozycją, która nie przypadła mi do gustu z jednego powodu. Czasami miałam wrażenie, że wyobraźnia zbytnio poniosła autora przez co książka, która miała być realistyczna momentami stawała się fantazją. Były momenty kiedy chciałam przypomnieć autorowi, że główny bohater jest nastolatkiem, a zazwyczaj myślenie nastolatków różni się od myślenia dorosłych. Gdyby nie fakt, że ciągle było mi przypominane, że chodzi on do szkoły, miałabym wrażenie, że czytam o losach dorosłego faceta.
Ale na tym kończą się minusy Schronienia.

Kolejna książka autora trzyma w napięciu do samego końca. Mamy do czynienia z licznymi zwrotami akcji, które nigdy same nie przyszłyby nam do głowy. Znów nie możemy uwierzyć w to jak wiele rozwiązań autor ma w zanadrzu.
Warto również wspomnieć, że mamy również do czynienia z wątkiem holocaustu. Autor wspomina o obozie zagłady w Auschwitz oraz o żydowskiej dziewczynie ukrywającej się przed Niemcami w Amsterdamie Annie Frank.
Myślę, że nadal pociągnę maraton książkowy Coben'a i znów sięgnę po kolejne jego dzieło. Polecacie coś?

Jest takie stare powiedzenie "ten kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat". Tak więc dokonujemy wyborów.

Autor: Harlan Coben
Tytuł: Schronienie
Kontynuacja: Kilka sekund od śmierci
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 367




Wyzwanie miesiąca- książki w języku angielskim

Wyzwanie miesiąca- książki w języku angielskim




Po książki w języku angielskim sięgałam już nie raz. Zazwyczaj kończyło się tak samo- nie byłam w stanie dobrnąć do ostatniej strony, nie dlatego, że nie rozumiałam, bo ta część szła mi dobrze, jednak w końcu poddawałam się i sięgałam po książkę, której czytanie przychodziło mi z łatwością. Myślę, że kolejnym błędem było sięgnięcie po książki, które już dobrze znałam. W każdym poradniku dotyczącym czytania w języku obcym była informacja, aby sięgnąć po pozycje, które już znamy co ułatwi nam pojmowanie akcji, a co za tym idzie, poszczególnych słówek. Jednak jak mogłam oczekiwać, że przyniesie mi to jakikolwiek sukces, skoro nie jestem w stanie sięgnąć po tę samą książkę w języku polskim po raz drugi. Tak więc tym razem z podwójną siłą wkraczam w świat anglojęzycznych książek.


Czego oczekuje od książek w języku angielskim?

Przede wszystkim chce, oswoić się z językiem na tyle, aby nie bać się go używać. Jak większość osób, które wyszły spod skrzydeł naszej kadry nauczycieli uczących języka angielskiego mam blokadę, która pojawia się, gdy tylko chcę coś powiedzieć. Wiem, że obcując z tym językiem na co dzień oswoję się z nim całkowicie, a blokada zniknie.
Kolejnym aspektem jest poszerzenie zasobu słówek. Nie ukrywajmy, znacznie lepiej zapamiętujemy je, gdy zostaną użyte w konkretnym kontekście, niż gdy uczymy się ich 100 na raz, jak to niejednokrotnie bywa w szkołach. Skutkiem tego jest znajomość słówek, które nie wiemy w jakiej sytuacji wykorzystać.
Czytając książki spotykamy się z codziennymi sytuacjami, w których zostaje użyty owy język.

 Warto również wspomnieć, że nie raz się zdarza, że książka, którą chcemy przeczytać nie została przetłumaczona  na język polski. Warto wtedy nie rezygnować, ale sięgnąć po tę napisaną w oryginalnym języku.

Próbowałam swoją przygodę z książkami takimi jak Harry Potter czy Ania z Zielonego Wzgórza i jak wspomniałam wyżej, ciężko jest mi czytać historię, którą doskonale już znam. Zamierzam więc tym razem sięgnąć po Things Get Better Katie Piper. 

Jeśli razem ze mną chcesz podjąć wyzwanie miesiąca książek anglojęzycznych, serdecznie zapraszam, dołącz do mnie. :)

Nie mów nikomu. Harlan Coben.

Nie mów nikomu. Harlan Coben.



Przyznam, że po lekturze mojej pierwszej książki Cobena "Sześć lat później" całkowicie wciągnęłam się w jego historie. Po każdej kolejnej nie mogę uwierzyć w jak łatwy sposób manipuluje on moimi przypuszczeniami. Gdy jestem już całkowicie pewna rozwiązania zagadki, Coben jakby uśmiecha się zadziornie i cała moja teoria lega w gruzach, bo po raz kolejny zaskakuje on swoim pomysłem.

Tak było również w przypadku pozycji "Nie mów nikomu".
Od śmierci Elizabeth z rąk seryjnego zabójcy minęło osiem lat, ale młody lekarz David Beck nie potrafi o niej zapomnieć. Niespodziewanie pocztą elektroniczną otrzymuje od anonimowego nadawcy wiadomość zawierającą niezbity dowód, że jego żona nadal żyje. Jak to możliwe, skoro jej ciało zostało zidentyfikowane ponad wszelką wątpliwość? Beck ignoruje ostrzeżenie "nie mów nikomu" i próbuje dotrzeć do sedna mrocznej tajemnicy, której ślady wiodą w przeszłość.
Muszę przyznać, że każdą z dotychczasowych książek pochłaniałam w jeden dzień. Akcja tak bardzo trzyma w napięciu, że wykonujemy czynności domowe z nosem w książce, a gdy tylko musimy się od niej oderwać mamy ochotę zlinczować osobnika, który przeszkadza nam w tak ważnym momencie. Dodatkowym plusem książek Cobena jest zadowalające czytelnika zakończenie. Mimo, że te z którymi się nie zgadzam najbardziej zostają mi w głowie, to jednak wole kiedy autor spełnia moją zachcianke dotyczącą zakończenia i nie strzelam przysłowiowego focha.
Głównym wątkiem, zaraz obok tajemniczej śmierci Elizabeth, jest wątek miłości. Z jeden strony nieidalnej, dopuszczającej posiadanie własnych tajemnic, z drugiej zaś takiej która nie widzi możliwości rozstania, rodzi nadzieję mimo przykrych, otaczających faktów.
Jeśli również lubicie Cobena a nie sięgneliście jeszcze po tę pozycje to jak najbardziej polecam. A jeśli próbowaliście przygodę z tym autorem jednak zakończyła się ona fiaskiem to jesten pewna, że zmienicie zdanie po "Nie mów nikomu".

Lepiej kochać, a potem płakać. Następna bzdura. Wierzcie mi, wcale nie lepiej. Nie pokazujcie mi raju, żeby potem go spalić.

Autor: Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 399
Rok wydania: 2001





Co odbiera Nam życie? Jak wykorzystać możliwości technologiczne?

Co odbiera Nam życie? Jak wykorzystać możliwości technologiczne?


W ostatnich kilkunastu latach technika poszła naprzód. Musimy przyznać, wszystko czego nam potrzeba mamy pod ręką. Aplikacje do czytania, grania, oglądania filmów i seriali, mapy i wiele innych bajerów ułatwia nam życie. Jednak coś poszło nie tak, mimo tych wszystkich udogodnień ciągle nam czegoś brakuje i śmiało możemy stwierdzić, że ludzie urodzeni w obrębie dwutysięcznego roku są mniej radośni od tych, którzy wychowali się w ciężkich czasach, z widmem wojny nad głowami. Ilość samobójstw wśród młodych ludzi drastycznie wzrasta. I nie, nie chce powiedzieć, że główną przyczyną tego jest rozwinięcie multimediów. Ten zarzut byłby zbytnim skrótem myślowy. Rozwinięcie elektroniki w taki sposób jaki widzimy dziś jest wielkim sukcesem. Problemem jednak jest to, w jaki sposób ta technika jest nam serwowana.

   Wyobraźmy sobie dzień, przykładowej nastolatki Kasi. Jest piątek, ostatni dzień szkoły. 6:00. Dzwoni budzik... Chwila to pomyłka, czy ktoś ma jeszcze budzik? Dzwoni smartfon z wyświetloną godziną. Jak dobrze, że wystarczy tylko kilka kliknięć, aby ustawić budzik na telefonie. Nie musimy już nakręcać starych zegarków. Wracamy do Kasi. Zaspana sięga ręką po telefon. Włącza drzemkę 15 minut później sytuacja się powtarza. 6:30. Nastolatka wstaje.. A właściwie wyłącza budzik w telefonie. Przegląda social media. Facebook, instagram, twitter, snap. Czy ktoś napisał na messangera? Tak, przyjaciółka Kasi. Wysłała kilka wiadomości. Krótkich. Żadna z nich nie składa się z pełnych zdań. A co tutaj mamy: 👩👣🎒📓🏢. Egipcjanie posługiwali się hieroglifami. Czyżbyśmy cofali się do przeszłości? 7:00 Kasia wstaje z łóżka, idzie przemyć twarz, w ręce szczote... a nie, jednak smartfon. Zrobi zdjęcie w lustrze na insta, #nomakeup #morning #naturalbeauty. A teraz, który z filtrów nałożyć, żeby nie było widać zaspanych oczu, roztrzepanych włosów, czerwonego nosa.. Filtr psa będzie idealny! Kasia idzie do kuchni. Rodzice już siedzą przy stole. Mama, trenerka fitnessu przed nosem talerz z pinterestową owsianką. Nastolatka robi kolejne zdjęcie. #lifestyle #fitkasia. Oddaje talerz matce i sięga po tosty, które smaruje grubą warstwą nutelli.
-Wyspana?- pytają rodzice.
-Taaa- odpowiada Kasia z jednym okiem skupionym w toście, drugim w grającym w tle telewizorze. Leci ulubiony serial nastolatki. W dzisiejszym odcinku dochodzi do bójki dwóch gimnazjalistów. Kasia jednak musi iść się jeszcze pomalować bo inaczej nie zdąży na pierwszą lekcje. Odchodzi od stołu, bez żadnego dziękuje. W podświadomości ciągle rozgrywa się scena z serialowej bójki. Nastolatka nieświadomie nabiera złego nastroju, nie zdaje sobie sprawy, że scena z telewizji może na nią negatywnie oddziaływać. Wraca do pokoju, przegląda pinteresta w poszukiwaniu dzisiejszego makijażu. Kasia. Lat 13. Uważa, że powinna się malować. Makijaż oka, koniecznie brwi, fluid, konturowanie i gotowa. Przebiera się, zakłada plecak i rusza w kierunku drzwi. W tle słyszy jeszcze głos matki, przypominający o drugim śniadaniu. Ignoruje go, musi przecież wyglądać jak 3/4 dziewczyn z instagrama. Szczupłe ale umięśnione przez siłownie. Wykonturowane klony. Zakłada słuchawki na uszy. Wsiada na rower. Tego dnia, przywitałaby się przed szkołą z przyjaciółką, która napisała rano dziwny szyfr. Utwierdziłyby się w przekonaniu, że są bff. Poszłyby na lekcje języka polskiego. Kasia dostałaby 1 za klasówke. Messanger nie wytłumaczył jej jak wygląda prawdziwa komunikacja i budowanie zdania.
To wszystko wydarzyłoby się gdyby Kasia nie postanowiła założyć słuchawek. Gdyby nie wchodziła na yotube'a w poszukiwaniu piosenki podczas jazdy. A gdyby internet nie wmówił jej, że w tym wieku musi się malować i wyjechałaby 15 minut szybciej? Gdyby poszła do kuchni po drugie śniadanie znalazłaby się na skrzyżowaniu o kilka minut później. A gdyby kierowca czarnego bmw nie pisał sms'a podczas jazdy?
Gdyby technika została nam podana w inny sposób. Gdyby wytłumaczyli nam jak powinniśmy z niej korzystać... Gdyby nie to wszystko, jak wyglądałoby życie Kasi, i czy nadal by je miała?

   Dzisiejsza technologia może być dla nas źródłem wielu cennych informacji. Niestety jej twórcy podtykają nam pod nos wszystko, dodatkowo opakowane piękną, przyciągającą uwagę reklamą. Świat urządzeń stara się nam mydlić oczy i wmawiać, że bez nich nie mamy żadnej wartości, nie zdobędziemy wiedzy, nie znajdziemy najlepszej restauracji w okolicy. Czy na pewno chcesz być więźniem gadżetów? Technologia, która dzisiaj jest nam oferowana jak najbardziej może przyczynić się do naszego rozwoju, o ile potrafimy rozsądnie z niej korzystać. Świat facebooka, instagrama, twittera czy snapchata nie jest tym właściwym, realnym. Po co marnować czas na coś, co w gruncie rzeczy nie istnieje? Zamiast tego możemy dbać o to co realne, co nas otacza. Pielęgnujmy te rzeczywiste relacje. I pamiętajmy, że w internecie nawet 50 letni Janusz po recydywie może być internetowym przyjacielem- nastolatkiem naszego dziecka, przyjaciółki, córki znajomego. Nie dajmy się całkowicie wciągnąć w internetowy świat, ale wykorzystujmy jego możliwości. Uczmy się języków poprzez aplikacje, czytajmy książki. Technologia oferuje nam tak wiele, a my korzystamy w większości z tego co w żaden sposób nas nie rozwija. Nie idźmy na łatwiznę. Youtube nie jest podstępną bronią, dopóki oglądasz filmy które wniosą coś do Twojego życia, nauczą, a nie jedynie pochłoną Twój czas.


Szablonowe dzieci

Szablonowe dzieci

 Przychodzi w końcu taki moment w życiu rodzica, gdy jego ukochane dziecko wypuszcza swoją maleńką rączkę z jego dłoni. Malec wyrusza w nieznany świat, co prawda z lekkim lękiem, ale również z czystym zeszytem, mając nadzieję wypełnić go niezwykłymi przygodami. Maleńka główka mieści w sobie ogromną wyobraźnie. Żaden pisarz swoimi historiami nie jest w stanie dorównać tym niezwykłym opowieściom rozgrywającym się w niej. W pewnym momencie coś jednak pójdzie nie tak. Dziecko zderza się z największym wrogiem wyobraźni- szkołą. W rezultacie z naszego małego księcia, pirata bądź rycerza po 13 latach otrzymujemy zwykłego, szarego człowieka, nierzadko z depresją. Niezwykła szczerość dziecka zamienia się w bycie chamskim, wielka wiara w siebie znika a miejsce wyobraźni zajmuje codzienna rutyna. Jednak nie tak musi się to kończyć. Jeśli ktoś próbuje wyszarpać z naszego dziecka wyobraźnię, nie pozwólmy na to. W końcu ma ona większą moc niż mądrość. Wiedza jest ograniczona, posiada granice, które nie jesteśmy w stanie przekroczyć, wyobraźnia zaś otwiera drzwi do których nauka nie ma klucza. Walczmy więc o ducha wyobraźni naszego dziecka, a może i także własnego. Pozwólmy sobie oraz innym marzyć. To marzenia są pierwszym krokiem do szczęścia.

  Jeśli więc jesteś rodzicem, zatrzymaj się na chwilę w natłoku spraw życia codziennego, rozsiądź się wygodnie i spójrz na swoje dziecko. Wystarczy tylko tyle by zauważyć co pochłania go całymi godzinami i wywołuje uśmiech na jego twarzy. A teraz wstań i zrób wszystko, żeby rozwinąć jego pasję. Jeśli taniec sprawia mu przyjemność- śmiało zapisz go na lekcje tańca, jeśli widzisz błysk w jego oku, gdy rozwiązuje zadania z matematyki- spraw, aby kiedyś wielkie firmy biły się o takiego matematyka jak on. I pamiętaj o jednym- nikt nie jest dobry we wszystkim. Nie wymagaj od niego, aby miało piątki ze wszystkich przedmiotów. Bo czy Ty jesteś dobry w pisaniu, budowaniu i śpiewaniu jednocześnie?
Copyright © 2014 Świat książek , Blogger