Khadi Senna/Cassia- efekty hennowania na moich włosach

Khadi Senna/Cassia- efekty hennowania na moich włosach



Wpisy dziewczyn hennujących włosy śledziłam od bardzo dawna. Odkąd tylko odkryłam blog sophieczerymoja, zauroczyłam się włosami Oli. Jak ona sama pisze henna miała duży wpływ na kondycję jej włosów. Podjęłam w końcu decyzję, że i ja zacznę się babrać w zielonym mazidle, co swoją drogą jest dla mnie bardzo relaksujące ;) Wybrałam bezbarwną henne, ponieważ bardzo lubię swój kolor włosów i pragnę wytrwać w postanowieniu, że zmiana w kolorze pojawi się w momencie, gdy na mojej głowię ujrze pierwsze siwe włosy. Spowodowane jest to chyba nieudanym farbowaniem włosów kilka lat temu, z brązem który widniał na opakowaniu, moje włosy w tamtym momencie nie miały nic wspólnego.

Jak widzicie powyżej, lewe zdjęcie jest sprzed hennowania, prawe po. Mimo, że na zdjęciach nie widać znacznej różnicy, dla mnie jest ona ogromna. Od około tygodnia zmagałam się z przesuszeniem włosów, nie układały się one tak jakbym tego chciała, przy skórze głowy były oklapnięte, na końcach przesuszone, a na długości strasznie spuszone. Miałam problem z przejechaniem po nich ręką, bez wyrwania choćby kilku włosów.Winiłam za to brak wizyty u fryzjera, więc już miałam łapać za telefon i umawiać się na wizytę. Z pomocą przyszła mi żealatyna, która zawsze da sobie radę z takimi sytuacjami, włosy po niej odżyły, jak widać potrzebowały protein. Włosy stały się głądkie, nie było problemu z przejechaniem pomiędzy nimi palcami. Jednak nadal mi czegoś brakowało.

po laminowaniu

W końcu podjęłam decyzję zakupu henny. Swoją kupiłam w sklepie zielarskim, co jest dużym plusem bo nie przepadam za zakupami internetowymi. Dodatkowo upolowałam również olej z pestek winogron, który jak na razie świetnie się u mnie sprawdza oraz pokrzywe. Znów zaczęłam kurację skrzypo-bratko-pokrzywą ;)

Już następnego dnia po południu rozmieszałam 1/3 opakowania henny z wodą oraz glutkiem lnianym. Nie dodawałam cytryny. Ok godziny 22 nałożyłam hennę na włosy, na to jeden czepek który był dołączony do opakowania, potem kolejny, a na to ręcznik. Hennę zmyłam o godzine 2.30, następnym razem postaram się trzymać dłużej. Po naturalnym wyschnięciu były lekko spuszone, ale o dziwo efekt juz wtedy mi się spodobał. Myśle, że glutek lniany zniwelował przesusz typowy po hennie.

Kolejnego dnia po umyciu włosów byłam wręcz zauroczona ich kondycją. Od nasady, aż po same końce były miękkie w dotyku i mięsiste. Muszę przyznać, że po pierwszym użyciu nie spodziewałam się aż takich efektów. Byłam przekonana, że róznicę zauważe dopiero po kilku hennowaniach. Dzięki temu zabiegowi mogę śmiało wytrzymać kolejny miesiąc bez podcięcia, bo końce wcale tego nie wymagają. 

Pozdrawiam serdecznie
Ania
Copyright © 2014 Świat książek , Blogger